Powinniśmy korzystać z dobrodziejstwa nauki którą już stworzono w naprawdę szerokim znaczeniu tego słowa. Dla mnie, osoby która ma silnie rozwinięty kręgosłup moralny, a oczy sumienia widzą jedynie kolor biały i czarny (chociaż staram się nad tym pracować, by żyło się lepiej) ważne jest na przykład aby postępować zgodnie z dekalogiem.
Dlaczego jednak od razu tak usilnie stara się nas klasyfikować? Przestrzegasz nauk Pisma Świętego jesteś katolikiem, wierzysz w Najwyższego Architekta Wszystkich Światów - jesteś masonem. Te dwie grupy są sobie przeciwstawne, dlaczego więc taka niewielka istota jak ja jestem w stanie pomieścić w sobie te dwie ideologie, a świat jest za mały dla tych dwóch ideologi jak zresztą innych również?
Czyżby wszystko rozbijało się o chęć posiadania władzy? ,,Chodząc" samodzielnie po tym świecie, czyli mam na myśli kierując swoim życiem w stronę jaka nam odpowiada, jesteśmy o wiele bardziej elastyczni niż przyłączając się do grup, które może w sposób nieświadomy dla nas - rządzą nami.
Jednak nie od dziś wiadomo, że w większości jest siła i władza (ot, takie skojarzenie, niezwiązane akurat z tym tematem - demokracja), myślę że specjalnie każda organizacja ma w pewien sposób rygorystyczne zasady przynależenia, ponieważ w ten sposób zabezpieczają się przed ewentualną w ich mniemaniu niewiernością idei promowanej przez nich.
W dobie społeczeństwa obrazkowego ludzie po przez pochłanianie tego co pod nos podsuwają im media, internet i trendy promowane przez innych ludzi którzy poszli na łatwiznę (lans na to co się posiada, co się zjadło i gdzie się było jednocześnie oznajmiając wszystkim jak wtedy się czuło), dajemy się ogłupiać przez to co inni dla nas stworzyli co miało na celu abyśmy również zaczęli tym żyć i tak żyć, tym samym opowiadając się za czymś i tworząc "większość". Dlatego uważam, że każdy powinien tworzyć treści, być może zostaną one uznane za sztukę (jeśli są wartościowe) ponieważ tylko przez nią jesteśmy w stanie indywidualnie- nie przyłączając się do jakiejś już istniejącej wielkości porwać serca pojedynczych osób, które szukają drogi.
Osobiście sądzę, że pisanie to najprostsza do zrealizowania forma sztuki. Wystarczy mieć coś do przekazania, a powstanie dzieło. Z muzyką i malarstwem jest niestety trudniej. Trzeba mieć talent, chociaż znaleźli się i tacy, którzy na przekór wszystkiemu poszli tą drogą. Przykład : Mark Lombardi http://www.portalfilmowy.pl/film,22614,1,Mark-Lombardi-Sztuka-i-spisek.html.
Jeśli kiedyś uda mi się napisać książkę, będzie ona w stylistyce paraboli, nie od dziś wiadomo że bardzo duże znaczenie na to jak kierujemy naszym życiem ma podświadomość, a jeszcze większe nieświadomość. Czasem nie chodzi o to aby przekazywać informację jak krowie na rowie, ze ma iść ze stadem lecz właśnie zmuszanie do udania się w trudną podróż w głąb siebie, gdzie poprzez bodźce które dostarcza nam sztuka odkryjemy to co w naszym indywidualnym przypadku jest dla nas ważne.
niedziela, 11 sierpnia 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
Małe szaleństwa często dają nam dużo radości i satysfakcji.
Małe szaleństwa niestety często lubią przeradzać się w duże
szaleństwa, a wtedy zamiast dużych radości są nieprzyjemne skutki i smutki. Po
takich akcjach warto zdać sobie sprawę z tego z jakimi konkretnie uczuciami
mamy do czynienia. Czy z chwilowym niezadowoleniem z siebie, czy brakiem
poczucia wartości. Następnymi przeciwstawnymi stanami, które należy rozróżnić
to głupota czy problem. Podstawowym kryterium rozróżnienia to krzywda jaką
wyrządzamy sobie i innym naszym postępowaniem. Myślę, że to wystarczający
bodziec do tego typu przemyśleń.
Gdy robisz coś głupiego, najczęściej krzywdzisz innych,
którzy również muszą znosić efekty Twoich działań. Najczęściej wtedy (chwilowo)
nie jesteśmy zadowoleni z swoich postępków. Jeśli coś zniszczysz musisz ponieść
koszty naprawy etc.
Gdy nie czujesz własnej wartości godzisz się na traktowanie,
które sprawia, że Ty sam czujesz się nieszczęśliwy. Wtedy masz problem z samym
sobą i przez to z kontaktami z innymi ludźmi, jedynie fachowa pomoc psychologa
może Ci pomóc.
Problem jest również wtedy gdy czujesz, że nie zasługujesz
na szczęście które dostałeś od losu… Przypuszczam, że to uczucie powstaje gdy robi
się tyle głupot krzywdzących innych, że aż traci się poczucie własnej wartości.
Wierzę w dobre moce, dzięki którym doświadczamy wiele dobra,
miłości i radości w naszym życiu, można dla ułatwienia nazwać to Bożą
opacznością. Jeśli jednak wierzę w istnienie dobra, muszę pogodzić się też z
istnieniem zła. To przez zło i Szatana który czasem we mnie wstępuje - pije
wino i staję się niepokorna ;)
Tak jak Biblia i wszystkie lubiane przez świat książki oraz
najbardziej kasowe filmy nakręcone na ich podstawie opierają się na walce dobra
ze złem, gdzie dobro zwycięża. Mimo, że opowiadają o nierealnych sytuacjach w
których (co śmieszne) najczęściej mężczyźni w obcisłych rajstopach lub
kombinezonach ratują świat przed biedą i złem ;) to dają nadzieje (pewnie
podświadomie), że w takiej walce zło nie ma szans! Wróćmy jednak do
przyziemności… nie możemy liczyć, że w naszym życiu zjawi się taki bohater –
trzeba odnaleźć go w sobie samym! A imię jego to Motywacja. Tak więc wracając
do początków trzeba rozeznać się w tym z czym mamy do czynienia, co sprawia, że
czujemy się źle, a później nakreślić sobie cel do osiągnięcia (w tym przypadku
cenne będą afirmacje, które pomogą sprecyzować to co chcemy osiągnąć) następnie
należy stać się bohaterem we własnym życiu i nigdy nie zapominać o tym jakimi
chcielibyśmy być dla siebie i swoich bliskich. Bo nie chodzi o ograniczenie
szaleństw, lecz o znalezienie sposobu jak być sobą i być wolnym nie naruszając
przy tym wolności drugiego człowieka oraz nie sprawiając mu tym samym
przykrości.
wtorek, 18 czerwca 2013
szukam mentora fotografii
Musiałam zmienić tytuł bloga,
ponieważ nijak miał się do tego co umieszczam. Owszem spełniłam
swoje marzenie i tej wiosny kupiłam aparat, więc nic nie stało na
przeszkodzie zrealizowania zamysłu > my life in photos... no może prawie nic -
niestety aby dobrze posługiwać się aparatem trzeba chociaż
przeczytać instrukcje obsługi albo włożyć w to więcej pracy i
serca.
Żal jedynie migawki zużywanej na tych
mało artystycznych zdjęciach, właśnie dlatego obecnie radość
czerpię z pisania, chociaż nawet i na to nie mam czasu (w końcu
jest lato i to nie najlepsza pora na siedzenie i stukanie w klawisze)
Może znajdzie się jakaś dobra dusza,
która mnie poduczy obsługi Canona? :)
*
W ogóle to dzisiaj tytuł posta miał brzmieć ,,małe szalństwa - duża radość'', ale może jutro znajdę więcej siły by ugryźć temat :)
*
W ogóle to dzisiaj tytuł posta miał brzmieć ,,małe szalństwa - duża radość'', ale może jutro znajdę więcej siły by ugryźć temat :)
czwartek, 6 czerwca 2013
dzikiej chandrze - stop
Pierwsze krytyczne słowa na temat umieszczanych treści na tym blogu, ostudziły mój zapał do publikowania. Szkoda, że nie każdy rozumie taką formę uzewnętrzniania swoich myśli. Wyjaśnię więc rozkładając na czynniki pierwsze : blog piszę dla siebie, ale jednocześnie po to aby inni dowiedzieli się czegoś o czym nie rozmawiam z nimi na co dzień, chociaż by dlatego, że blog w ma cudowną formę monologu. Mogę opisać wszystkie poruszające aktualnie mnie kwestie, wypowiedzieć się na ich temat, a odbiorca przeczytawszy przyjmie do swej świadomości całość wypowiedzi. Może nie od razu zrozumie... Mimo wszystko jakby nie patrzeć, nie zmienię tego bloga w opowiadanie fabularyzowane fikcją ani w drugi onet. Nadal będę opisywać, krótkie ciekawostki z mojego życia :) Bardzo mnie cieszy, gdy może i sporadycznie, ale ktoś jest zainteresowany tym, o czym tu pisze.
Po tej ponad tygodniowej przerwie jest wiele spraw, które mogłabym opisać ale wszystkie skupiają się w okół jednego zagadnienia - samoświadomości. Ciężko jest ugryźć ten temat w sposób zrozumiały dla wszystkich. Dlaczego? Ponieważ zadziwiające jest to jak bardzo wewnętrzne "ja"jest oblepione w "autopiloty" czyli typowe zachowania. Nie zdajemy sobie z nich sprawy dlatego właśnie, samoświadomość może wydać się abstrakcyjna. To nasze ego, boryka się z problemem przykładowo wstydu przed publicznym chodzeniem nago na plaży nudystów. Mimo, że sama cielesność jest przyjemna i dobra nasze wewnętrzne zahamowania stworzone przez przykład dawany przez ogół społeczeństwa sprawia, że mimo, iż jesteśmy w strefie w której wolno być nagim nie robimy tego! Tracąc przyjemność z bycia naturym i nieskrępowanym, poczuciem wolności i beztroski. Efekt jest taki, że przez nasze typowe zachowania tracimy. Porównałabym to do rachunku utraconych możliwości, to koszt jaki ponosimy zachowując się bezpiecznie. Dopiero gdy zrzucamy wszystko to co dla nas codzienne, można się prawdziwie zrelaksować. Na potwierdzenie mojej interpretacji, poniżej fragment z wikipedii. Można pogłębić temat modelu psychoanalitycznego.
"Rola ego
Ego w modelu psychoanalitycznym, to podstawowa struktura, obok superego oraz id. Ego wytwarza się ponieważ zaspokojenie potrzeb organizmu wymaga działań w świecie rzeczywistym (obiektywnym) poprzez przekształcanie wyobrażeń w spostrzeżenia. Jest podporządkowane zasadzie rzeczywistości, działa za pośrednictwem procesu wtórnego, sprawuje kontrolę nad funkcjami poznawczymi i intelektualnymi. Ta część osobowości decyduje o przystąpieniu do działania, które popędy i w jaki sposób zostaną zaspokojone, oraz o tym które życzenia zostaną wyparte. Zasadnicza rola ego to godzenie wymagań organizmu z warunkami środowiskowymi czyli id i superego. Nie należy jednak popełniać błędu utożsamiając ego i świadomość. Nie wszystkie obszary ego są świadome. W obszar ego zaliczane są mechanizmy obronne, które ze swej natury nie są świadome."
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ego
http://www.palacsaturna.pl/
Drążąc jednak temat, jakie korzyści daje nam samoświadomość? To proste, mając świadomość tego co dzieje się w okół nas nie wkręcamy sobie różnych czarnych scenariuszy. Czyli w obliczu nowych sytuacji, rozumiemy sam fakt że to jest nowa sytuacja, jest to wyzwanie przed którym stoimy i nie jest jeszcze przesądzone czy poniesiemy porażkę czy sukces, ponieważ dopiero musimy zacząć myśleć jak rozwiązać sprawę - dzięki temu nie wpadamy w czarna rozpacz gdy przytrafi się nam coś złego tylko myślimy o tym aby działać. Dzisiaj zarzucę Was różnymi linkami, ale uważam, że warto przejrzeć każdy.
http://zenforest.wordpress.com/2008/07/21/koniec-z-dramatami-w-twoim-zyciu/
Świetny fragment z tego bloga:
(...) stwarzasz swój własny dramat: (...)
- Kiedy godzisz się na to, żeby teraźniejszość znikła za zasłoną przeszłości lub przyszłości, tworzysz czas psychologiczny – czyli materiał, z którego dramat powstaje.
- Ilekroć nie pozwalasz obecnej chwili po prostu być, a więc odmawiasz jej należnego szacunku, także tworzysz dramat."
No i chyba ostatnia kwestia związana z tą tematyka, którą chcę poruszyć to lęk. Ale zanim o nim, chcę wyjaśnić skąd wzięło się moje zainteresowanie Audrey Hepburn. Moja dobra znajoma, parę razy porównała mnie do postaci granej przez nią w filmie "Śniadanie u Tiffany'ego" dlatego przeczytałam najpierw jej biografię, a później obejrzałam film. Stąd moje nawiązania do niej mimo, że nie jest to blog jej poświęcony. W każdym razie polecam gorąco film, porusza pewne ujęcie lęku bliskie mojemu sercu. Dla tych którzy po jego obejrzeniu chcieli by zapamiętać kilka fraz przesyłam link do wikicyaty.
Moje ulubione to :
1." Holly: Wie pan, co to jest wściekła chandra?
Paul: Rodzaj depresji?
Holly: Depresję masz wtedy kiedy przytyjesz lub za długo pada. To zwykły smutek. Wściekła chandra to potworna rzecz. Nagle odczuwasz nieuzasadniony lęk. Pan też je miewa?
Paul: Pewnie.
Holly: Dla mnie jedynym ratunkiem jest wsiąść w taksówkę, i pojechać do „Tiffany'ego”. Od razu się uspokajam. Tyle tam spokoju i godności. Nic złego nie może się tam zdarzyć. "
2. "Wiesz co tobą jest nie tak Panno „Kimkolwiek Jesteś”? Jesteś tchórzem. Nie masz odwagi. Boisz się powiedzieć: „OK, życie jest jakie jest”. Ludzie się zakochują, należą do siebie, bo to jedyna możliwość, żeby być szczęśliwym. Nazywasz siebie wolnym duchem, dzikim stworzeniem. Przeraża cię to, że ktoś wsadzi cię do klatki! Ale ty już jesteś w tej klatce! Sama ją zbudowałaś. I nie jest ograniczona przez Tulip, Teksas czy inne miejsce. Jest wszędzie tam gdzie ty. Bo nieważne gdzie pobiegniesz, skończysz w tym samym miejscu! "
http://pl.wikiquote.org/wiki/%C5%9Aniadanie_u_Tiffany%27ego_%28film%29
http://alekino.tv/film_online/7456-sniadanie-u-tiffanyego-breakfast-at-tiffanys-1961-lektor.html
Dziękuję za uwagę. Skończyłam swój monolog na dziś ;-)
Po tej ponad tygodniowej przerwie jest wiele spraw, które mogłabym opisać ale wszystkie skupiają się w okół jednego zagadnienia - samoświadomości. Ciężko jest ugryźć ten temat w sposób zrozumiały dla wszystkich. Dlaczego? Ponieważ zadziwiające jest to jak bardzo wewnętrzne "ja"jest oblepione w "autopiloty" czyli typowe zachowania. Nie zdajemy sobie z nich sprawy dlatego właśnie, samoświadomość może wydać się abstrakcyjna. To nasze ego, boryka się z problemem przykładowo wstydu przed publicznym chodzeniem nago na plaży nudystów. Mimo, że sama cielesność jest przyjemna i dobra nasze wewnętrzne zahamowania stworzone przez przykład dawany przez ogół społeczeństwa sprawia, że mimo, iż jesteśmy w strefie w której wolno być nagim nie robimy tego! Tracąc przyjemność z bycia naturym i nieskrępowanym, poczuciem wolności i beztroski. Efekt jest taki, że przez nasze typowe zachowania tracimy. Porównałabym to do rachunku utraconych możliwości, to koszt jaki ponosimy zachowując się bezpiecznie. Dopiero gdy zrzucamy wszystko to co dla nas codzienne, można się prawdziwie zrelaksować. Na potwierdzenie mojej interpretacji, poniżej fragment z wikipedii. Można pogłębić temat modelu psychoanalitycznego.
"Rola ego
Ego w modelu psychoanalitycznym, to podstawowa struktura, obok superego oraz id. Ego wytwarza się ponieważ zaspokojenie potrzeb organizmu wymaga działań w świecie rzeczywistym (obiektywnym) poprzez przekształcanie wyobrażeń w spostrzeżenia. Jest podporządkowane zasadzie rzeczywistości, działa za pośrednictwem procesu wtórnego, sprawuje kontrolę nad funkcjami poznawczymi i intelektualnymi. Ta część osobowości decyduje o przystąpieniu do działania, które popędy i w jaki sposób zostaną zaspokojone, oraz o tym które życzenia zostaną wyparte. Zasadnicza rola ego to godzenie wymagań organizmu z warunkami środowiskowymi czyli id i superego. Nie należy jednak popełniać błędu utożsamiając ego i świadomość. Nie wszystkie obszary ego są świadome. W obszar ego zaliczane są mechanizmy obronne, które ze swej natury nie są świadome."
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ego
http://www.palacsaturna.pl/
Drążąc jednak temat, jakie korzyści daje nam samoświadomość? To proste, mając świadomość tego co dzieje się w okół nas nie wkręcamy sobie różnych czarnych scenariuszy. Czyli w obliczu nowych sytuacji, rozumiemy sam fakt że to jest nowa sytuacja, jest to wyzwanie przed którym stoimy i nie jest jeszcze przesądzone czy poniesiemy porażkę czy sukces, ponieważ dopiero musimy zacząć myśleć jak rozwiązać sprawę - dzięki temu nie wpadamy w czarna rozpacz gdy przytrafi się nam coś złego tylko myślimy o tym aby działać. Dzisiaj zarzucę Was różnymi linkami, ale uważam, że warto przejrzeć każdy.
http://zenforest.wordpress.com/2008/07/21/koniec-z-dramatami-w-twoim-zyciu/
Świetny fragment z tego bloga:
(...) stwarzasz swój własny dramat: (...)
- Kiedy godzisz się na to, żeby teraźniejszość znikła za zasłoną przeszłości lub przyszłości, tworzysz czas psychologiczny – czyli materiał, z którego dramat powstaje.
- Ilekroć nie pozwalasz obecnej chwili po prostu być, a więc odmawiasz jej należnego szacunku, także tworzysz dramat."
No i chyba ostatnia kwestia związana z tą tematyka, którą chcę poruszyć to lęk. Ale zanim o nim, chcę wyjaśnić skąd wzięło się moje zainteresowanie Audrey Hepburn. Moja dobra znajoma, parę razy porównała mnie do postaci granej przez nią w filmie "Śniadanie u Tiffany'ego" dlatego przeczytałam najpierw jej biografię, a później obejrzałam film. Stąd moje nawiązania do niej mimo, że nie jest to blog jej poświęcony. W każdym razie polecam gorąco film, porusza pewne ujęcie lęku bliskie mojemu sercu. Dla tych którzy po jego obejrzeniu chcieli by zapamiętać kilka fraz przesyłam link do wikicyaty.
Moje ulubione to :
1." Holly: Wie pan, co to jest wściekła chandra?
Paul: Rodzaj depresji?
Holly: Depresję masz wtedy kiedy przytyjesz lub za długo pada. To zwykły smutek. Wściekła chandra to potworna rzecz. Nagle odczuwasz nieuzasadniony lęk. Pan też je miewa?
Paul: Pewnie.
Holly: Dla mnie jedynym ratunkiem jest wsiąść w taksówkę, i pojechać do „Tiffany'ego”. Od razu się uspokajam. Tyle tam spokoju i godności. Nic złego nie może się tam zdarzyć. "
2. "Wiesz co tobą jest nie tak Panno „Kimkolwiek Jesteś”? Jesteś tchórzem. Nie masz odwagi. Boisz się powiedzieć: „OK, życie jest jakie jest”. Ludzie się zakochują, należą do siebie, bo to jedyna możliwość, żeby być szczęśliwym. Nazywasz siebie wolnym duchem, dzikim stworzeniem. Przeraża cię to, że ktoś wsadzi cię do klatki! Ale ty już jesteś w tej klatce! Sama ją zbudowałaś. I nie jest ograniczona przez Tulip, Teksas czy inne miejsce. Jest wszędzie tam gdzie ty. Bo nieważne gdzie pobiegniesz, skończysz w tym samym miejscu! "
http://pl.wikiquote.org/wiki/%C5%9Aniadanie_u_Tiffany%27ego_%28film%29
http://alekino.tv/film_online/7456-sniadanie-u-tiffanyego-breakfast-at-tiffanys-1961-lektor.html
Dziękuję za uwagę. Skończyłam swój monolog na dziś ;-)
środa, 29 maja 2013
Pragnienia i potrzeby
Zainspirował mnie nowy slogan reklamowy Rossmanna. Generalnie odnosi się do tego co chcielibyśmy mieć. Zastosowali tu pewne bardzo zgrabne rozróżnienie, mianowicie na to co musimy mieć bo są to nasze podstawowe potrzeby, aby nie odstawać od pewnych norm przyjętych w społeczeństwie oraz na pragnienia, dzięki którym po ich spełnieniu będziemy czuć się jeszcze bliżsi ideału. Nie oszukujmy się nie są one zbyt wygórowane, w końcu muszą mieścić się w wachlarzu asortymentu tego sklepu. O ile rozumiem zestawienie pasty wybielającej i czerwonej szminki - pragnienie olśniewającego uśmiechu: potrzeba wybielenia zębów i wyrazistego koloru na ustach. O tyle nie rozumiem zestawienia. Wody perfumowanej marki Puma z karma dla kotów marki Whiskas? Może macie jakiś pomysł co autor miał na myśli? :)
Chcesz być jak poom'a* żyw się jak kot?
...Włączcie kreatywność i napiszcie jakaś propozycję. :)
Jeśli jednak jesteśmy przy Rossmannie i jego asortymencie, przy okazji mojej ostatniej wizyty w kinie, na filmie "Układ zamknięty" reżyserii Ryszarda Bugajskiego - otrzymałam żele do przetestowania. Nie zawierają rutyny i wyglądają tak ładnie, że żal je bezcześcić :] W Rosmmannie do kupienia za 3,99~5,49 PLN w zależności od rodzaju.
Sam film, początkowo był zbyt powolny, chwilami za mocny! Przynajmniej nie na moje nerwy.
"Powstał na motywach historii krakowskich biznesmenów - Lecha Jeziornego, Pawła Reya i Grzegorza Nici, głównych akcjonariuszy Krakmeatu i Polmozbytu. Historia zaczyna się w 2003 roku. Wymienieni przedsiębiorcy i grupa ich pracowników zostali zatrzymani pod zarzutem działalności w zorganizowanej grupie przestępczej. Spędzili w areszcie ok. 9 miesięcy." Więcej na ten temat można przeczytać w odnośniku poniżej.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13688420,Na_podstawie_jego_losow_powstal__Uklad_zamkniety__.html
*w żargonie pracowniczym - poom to akronim obecnie zajmowanego przeze mnie stanowiska.
Chcesz być jak poom'a* żyw się jak kot?
...Włączcie kreatywność i napiszcie jakaś propozycję. :)
Jeśli jednak jesteśmy przy Rossmannie i jego asortymencie, przy okazji mojej ostatniej wizyty w kinie, na filmie "Układ zamknięty" reżyserii Ryszarda Bugajskiego - otrzymałam żele do przetestowania. Nie zawierają rutyny i wyglądają tak ładnie, że żal je bezcześcić :] W Rosmmannie do kupienia za 3,99~5,49 PLN w zależności od rodzaju.
Sam film, początkowo był zbyt powolny, chwilami za mocny! Przynajmniej nie na moje nerwy.
"Powstał na motywach historii krakowskich biznesmenów - Lecha Jeziornego, Pawła Reya i Grzegorza Nici, głównych akcjonariuszy Krakmeatu i Polmozbytu. Historia zaczyna się w 2003 roku. Wymienieni przedsiębiorcy i grupa ich pracowników zostali zatrzymani pod zarzutem działalności w zorganizowanej grupie przestępczej. Spędzili w areszcie ok. 9 miesięcy." Więcej na ten temat można przeczytać w odnośniku poniżej.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13688420,Na_podstawie_jego_losow_powstal__Uklad_zamkniety__.html
*w żargonie pracowniczym - poom to akronim obecnie zajmowanego przeze mnie stanowiska.
poniedziałek, 27 maja 2013
Oczarowanie
Życie Audrey Hepburn - Donalda Spoto, przeczytałam z przyjemnością. Spisałam na podstawie treści książki kilka szczegółów z dzieciństwa tej niezwykłej kobiety. Daje do myślenia, zwłaszcza jeśli ktoś tkwi w przekonaniu, że nie może niczego osiągnąć bo to lub tamto przydarzyło mu się w życiu.
Audrey Katheleen Ruston urodziła się
4 maja 1929r. w sobotę. Matka – Ella van Heemstra posiadała tytuł
holenderskiej baronessy, natomiast ojciec Joseph Victor Anthony
Ruston był obywatelem brytyjskim. Na tej podstawie, według obecnie
panującego prawa Audrey otrzymała brytyjskie obywatelstwo, mimo że
urodziła się w Belgii.
Audrey, omal nie umarła na koklusz w
pierwszym miesiącu życia. Od najmłodszych lat uczono ją, że
zwracanie na siebie uwagi jest w złym tonie. W myśl idei, że liczą
się inni, a ty jesteś na drugim miejscu. Audrey marzyła o
posiadaniu dzieci. Zawsze w jej życiu chodziło o jedno, nie tylko
chciała otrzymywać miłość, ale również rozpaczliwie pragnęła
ją dawać.
W numerze „Czarnej Koszuli” z
26.04.35 ukazało się zdjęcie jej rodziców popierających sir
Oswalda Mosleya. 11 dni później jedli lunch z Hitlerem w Monachium.
Joseph i Ella kierowali się uprzedzeniami, które wprawiały Audrey
w zażenowanie do końca życia.
Po rozwodzie rodziców, stała się
ponurym dzieckiem. Cichym i powściągliwym, lubiła być sama. Nie
interesowała się lalkami, nigdy nie wydawały się jej prawdziwe.
Uczucia, których sama pragnęła przelewała na zwierzęta.
W czerwcu 1942r. za zniszczenie
niemieckiego pociągu wiozącego wojskowe zapasy do Holandii przez
podziemie holenderskie, Niemcy podjęli kroki odwetowe w stosunku do
mieszkańców Arnhem. Wujek, dwóch kuzynów, czterech sąsiadów,
sędzia i urzędnik sądowy padli ofiara łapanki i zostali
rozstrzelani na oczach trzynastoletniej Audrey. W dzień szesnastych
urodzin, po wielu dniach nędzy i głodu angielscy żołnierze
przyszli z pomocą do domu w którym się ukrywały z matką. W
czerwcu zaczęła powoli napływać międzynarodowa pomoc. Organizacja UNRRA dostarczała jedzenie, koce i podstawowe środki medyczne.
Wkrótce UNRRA stała się UNICEF-em.
Panieńskie nazwisko babki Josepha ze
strony matki brzmiało Kathleen Hupburn.
niedziela, 26 maja 2013
dzień Matki
Można by przyrównać go do święta życia, bo matka daje życie i kształtuje to co stworzyła. Można być matką dla dziecka, można być matka idei. Czego matką by się nie było... zawsze słowo to jest zapowiedzią nowych doświadczeń - poczucia obowiązku, pełnienia i spełnienia ważnej misji.
To mój pierwszy post, jestem matką tego bloga... Nie wiem jeszcze, na jakie tory powiedzie mnie życie i jakie tematy będę chciała tu opisać. Kiedyś myślałam aby mieć bloga o modzie, niestety uświadomiłam sobie, że w żaden sposób nie jestem w stanie zrobić sama sobie zdjęć, które by mnie satysfakcjonowały.
Dzisiaj byłam w Spodku na targach motoryzacyjnych. Oczywiście było tam wiele części do samochodów, wyposażenie warsztatów samochodowych i samych aut. Było też tam mnóstwo ładnych dziewczyn. Ciekawe co wiedziały na temat nowinek technologicznych, które promowały? Ubrane w bardzo krótkie spódniczki, czasem nawet w samą farbę.
Wrzucam parę zdjęć :
To mój pierwszy post, jestem matką tego bloga... Nie wiem jeszcze, na jakie tory powiedzie mnie życie i jakie tematy będę chciała tu opisać. Kiedyś myślałam aby mieć bloga o modzie, niestety uświadomiłam sobie, że w żaden sposób nie jestem w stanie zrobić sama sobie zdjęć, które by mnie satysfakcjonowały.
Dzisiaj byłam w Spodku na targach motoryzacyjnych. Oczywiście było tam wiele części do samochodów, wyposażenie warsztatów samochodowych i samych aut. Było też tam mnóstwo ładnych dziewczyn. Ciekawe co wiedziały na temat nowinek technologicznych, które promowały? Ubrane w bardzo krótkie spódniczki, czasem nawet w samą farbę.
Wrzucam parę zdjęć :
Subskrybuj:
Posty (Atom)

